39. tydzień ciąży i co dalej…

with Brak komentarzy

końcówka ciąży

Czas z córką jest niesamowity, ale też bardzo absorbujący i intensywny. Zaczęłam opisywać naszą historię, więc i dzisiaj najwyższa pora na jej kontynuację. Podrzucam więc zaległy wpis.


I kiedy tak patrzę na cały okres mojej ciąży czuję ogromną wdzięczność, bo dobrnęłam właśnie do tego momentu, kiedy naprawdę czułam się przygotowana i miałam w sercu odpuszczenie, po części ulgę i zaufanie do tego, co nadejdzie. Nie było lekko. Kiedy już emocje odpuszczały, zaraz pojawiały się kolejne pytania bez odpowiedzi po kolejnych badaniach. Traciłam nadzieję na to, że po porodzie nasza maleńka się po prostu wysiusia i wszystko będzie „normalne”. W życiu nie spodziewałabym się, że to przytrafi się właśnie nam. Pisząc te słowa jestem w 39. tygodniu ciąży i mogę powiedzieć, że po prostu podążam za tym, co w danej chwili przychodzi… mam głęboką nadzieję, że mój poród też taki będzie w odpuszczeniu i zaufaniu zarówno do siebie, swojego ciała, jak i wspierających mnie wtedy osób.

USG pod koniec 39. tygodnia

Tym razem spotkanie odbyło się bez mojego męża. Wyjątkowo nie rozkleiłam się, kiedy okazało się, że zastój w miedniczce nerkowej powiększył się i to ogromnie do ponad 30mm. Czasem mam takie wrażenie, że pozwalam sobie na większą słabość przy ukochanym. Wiem przecież, że przy nim mogę czuć się po prostu bezpiecznie i on przejmie połowę odpowiedzialności za wszystko, kiedy zajdzie taka potrzeba. Ulgę sprawiły mi słowa ginekolog, że druga nereczka pracuje bez zarzutu, a w pęcherzu moczowym znajduję się mocz (niewiele bo niewiele, bo wyglądało na to, że dzidzia właśnie się wysiusiała). I tak zachwycając się wodami płodowymi, które były w normie, pokazała mi jak córcia pięknie właśnie je spożywała. 😀 Miło było usłyszeć też pochwałę na temat mojej kondycji i dowiedzieć się, że kruszynka wewnątrz mnie waży na tym etapie ok. 3,2 kg i jest ułożona główką w dół. Pani dr podała mi również potencjalny termin indukcji. Całkowicie nie byłam na to przygotowana. Rozumiem, że to normalne procedury, a mimo wszystko zaskoczyły mnie. Zostałam poinstruowana co dalej, gdyby poród nie nastąpił „w terminie” i nieco zmieszana wróciłam do domu.

Powrót do położnej z helestasjon

Na szczęście w tym samym dniu miałam również wizytę u mojej położnej. Z czystym sercem mogę powiedzieć, że cieszyłam się na powrót do niej, bo bardzo ją polubiłam i jej po prostu ufałam. Mogłam ją wypytać o procedury związane z indukcją, o moją infekcję jak i wszelkie wątpliwości związane z porodem. Przeczytała także mój plan porodu, który chciałam wręczyć położnej będącej przy mnie podczas porodu i mogłyśmy go przegadać. Troszkę obawiałam się wcześniej czy nie jest zbyt szczegółowy, a moje wymagania nie są przegięciem. Nie chciałam żeby napotkana położna pomyślała, że chcę nią dyrygować. Zależało mi natomiast na tym, żeby wiedziała o moim naturalnym planie porodu, moich oczekiwaniach co do porodu i jakiego wsparcia potrzebuję, a także o moich wątpliwościach i tym co jest dla mnie najważniejsze tuż po urodzeniu dziecka. Po badaniu okazało się ponownie, że córcia już pięknie i na stałe ułożyła się niziutko w mojej miednicy główką w dół. Moja położna była tak miła, że zapisała mnie na kolejne spotkanie z nią zaraz przed terminem porodu, żebym mogła zadać jej pytania, które nasuną mi się w najbliższych dniach.

Ostatnie spotkanie z położną przed porodem

I tak oto tydzień później spacerując udałam się do helsestasjon na ostatnią przedporodową wizytę. Odbyła się ona w podobny sposób jak wcześniejsze z tą tylko różnicą, że tym razem rozmawiałyśmy z położną o przebiegu połogu w Norwegii, wizycie kontrolnej po połogu i opiece nad maleństwem. O czasie po porodzie możesz poczytać również w tym miejscu. Dowiedziałam się też, że w każdej chwili mogę zadzwonić na helsestasjon i umówić się na dodatkową wizytę, gdybym np. miała problemy z karmieniem piersią, jak i przy jakichkolwiek wątpliwościach. Również po wyjściu ze szpitala dzwonimy do helsestasjon i kilka dni po porodzie powinniśmy mieć spotkanie z położną, jak i pielęgniarką środowiskową w naszym domu lub też w helsestasjon ze względu na obecną covidową sytuację.

Podsumowanie

Położne czy też lekarze są dla Ciebie i też starają się być wsparciem na tym jakże emocjonalnym i wymagającym etapie Twojego życia. Moje wrażenia są takie, że im bardziej ja byłam otwarta i im więcej serca pokazywałam tym z większym szacunkiem i otwartością sama się spotykałam. Ze względu na naszą sytuację ze zdrowiem naszej dziewczynki jak do tej pory miałam kontakt z pięcioma położnymi, pięcioma ginekologami i dwoma chirurgami dziecięcymi, więc nie mówię tu o pojedynczych przypadkach. Życzę Tobie i Twojemu partnerowi, żebyście spotykali w tym czasie właśnie takie osoby, których naprawdę potrzebujecie.


To już ostatni wpis dotyczący wizyt ciążowych i zdecydowanie zachęcam Cię, jeśli jesteś teraz w ciąży, żebyś podeszła do takich spotkań z otwartością umysłu i po prostu zadawała pytania o dosłownie wszystko, z czym się borykasz. Jako że pamięć w ciąży jest zawodna, przez całą ciążę w notatniku zapisywałam pytania, które później zadawałam na wizytach i Tobie też to polecam. Dzięki temu za każdym razem moja ciekawość była zaspokajana, a ja czułam się bardziej przygotowana na to, co miało już wkrótce nastąpić – poród i życie z dzieckiem…