Kolejne badania i spotkania z chirurgami dziecięcymi

with Brak komentarzy

spotkania z chirurgami dziecięcymi

Dzień, który tutaj m.in. opiszę, był dla mnie ogromnie obciążający emocjonalnie i dosyć szalony pod względem tempa wizyt i tego, co się na nich wydarzało. Zacznijmy jednak od początku… Zdaję sobie sprawę, że się powtarzam, ale kiedy naprawdę już wypracowałam sobie dosyć głęboki spokój i balans dotyczący nawet zdrowia naszej córci, a także odczuwałam radość i ekscytację ze zbliżającego się porodu na oddziale ABC i powoli przygotowywałam swoje ciało i głowę do porodu, wydarzyło się coś, co zachwiało moje poczucie bezpieczeństwa i spowodowało, że musiałam zmienić plany porodowe…

USG w 36 tygodniu ciąży

Przyznam szczerze, że nie nastawiałam się na nic odnośnie tej kolejnej wizyty. Tym razem USG przeprowadził lekarz pochodzenia najprawdopodobniej pakistańskiego i ewidentnie był najbardziej konkretny w porównaniu do wcześniejszych badających mnie osób. Niestety z badania wynikało, że w międzyczasie miedniczka nerkowa osiągnęła już wymiar 26 mm (z tego co się orientuję w Polsce zalecana jest już operacja w takim przypadku po porodzie). Również moczowód, który jak do tej pory był bez zmian, poszerzył się. Wyglądało na to, że jest dosyć spore ciśnienie w prawym moczowodzie. Cóż… wodonercze postępowało, a ja znowu musiałam usłyszeć tę wiadomość sama. W każdym razie na szczęście wody płodowe były w normie, jak i pęcherz i druga nereczka. Lekarz ten zaproponował mi konsultacje z chirurgiem dziecięcym, do którego przy mnie zadzwonił, żeby umówić spotkanie już tego samego dnia po południu! Dodatkowo zaznaczył, że mój mąż może uczestniczyć w badaniu. Zasugerował również, że dobrze byłoby żebym rodziła w Rikshospitalet, gdzie jest najwięcej wyspecjalizowanych lekarzy i możliwa szybka diagnostyka po porodzie.

Drugie spotkanie na oddziale ABC

Tego samego dnia miałam również kolejne spotkanie z położną na oddziale ABC. Żeby troszkę ochłonąć i pozbierać myśli poszłam w przerwie na spacer. Jeśli byłaś przy szpitalu uniwersyteckim na Ullevål zapewne wiesz, że jego teren jest dosyć rozległy. Przyjemnie było przewietrzyć się, uspokoić natłok myśli i po prostu poruszać między wizytami. Jednak na wizycie w ABC znów rozkleiłam się, opowiadając o możliwej zmianie miejsca porodu. Tak bardzo ważny był dla mnie naturalny poród bez żadnych wspomagaczy, że potencjalna zmiana planów powodowała przerażenie… Z przestrzeni, w której czułam się całkowicie bezpiecznie, mogłam trafić do miejsca, którego w ogóle nie znałam. Standardowo położna wysłuchała mnie, odpowiedziała na wszelkie pytania i zbadała jak przy wcześniejszych wizytach, o których możesz poczytać m.in. tutaj. Dodatkowo sprawdziła czy dziecko usadowione jest już na stałe główką w miednicy. Nie było to dla mnie zbyt przyjemne, ponieważ wbiła się palcami dosyć głęboko w moje ciało, nie uprzedzając mnie o tym! Dzieciątko było w dobrej pozycji, ale jeszcze nie było ułożone stabilnie i na stałe w mojej miednicy, więc w każdej chwili mogło jeszcze się przekręcić. Umówiłam się z położną, że zadzwonię jak już będę znała więcej szczegółów i potwierdzę lub odwołam kolejną wizytę, jeśli zmienię szpital. W takim przypadku po prostu wrócę do mojej położnej z helsestasjon.

Konsultacja z chirurgiem dziecięcym

I tak nieco rozchwiana emocjonalnie, gdyż cały mój plan porodowy mógł lec w gruzach, poszłam do ulubionej kawiarni na lunch, gdzie umówiłam się z mężem. Stamtąd razem wróciliśmy do szpitala na konsultację z ginekologiem i chirurgiem dziecięcym. Chirurg wyjaśnił nam, co może wydarzyć się po porodzie i przekonał do porodu w szpitalu, gdzie dziecko otrzyma najszybszą diagnozę. Nie mieliśmy wątpliwości, że w tej chwili najważniejsze jest dobro naszego dzieciątka, a moje oczekiwania powinnam odpuścić. Potrzebowałam tylko oswoić się z myślą o tej zmianie i wyrobić sobie na nowo poczucie bezpieczeństwa. Dowiedzieliśmy się również, że możliwą przyczyną zastoju w miedniczce nerkowej jest blokada w przepływie moczu przez moczowód (może on być zbyć wąski w pewnym punkcie). Inną przyczyną może być zbyt szeroka przestrzeń pomiędzy pęcherzem a moczowodem, doprowadzająca do refluksu. Chirurg ów powiedział nam o potencjalnej operacji po porodzie, a także o wprowadzeniu drenu do nereczki naszej córeczki w celu odprowadzenia zalegającego w czasie ciąży moczu. Oczywiście pełna diagnoza będzie możliwa jak już układ moczowy kruszynki zacznie pracować po porodzie i ustabilizujemy kwestię karmienia. Przypuszczalnie będziemy również mieć inne badania takie jak np. urografia, ale o tym lekarze zdecydują po porodzie.

Nasze USG w 37 tygodniu ciąży

Dzień po naszej pierwszej rocznicy ślubu udaliśmy się na kolejne badanie USG już nieco oswojeni z myślą o prawdopodobieństwu operacji. USG wykonywał ten sam pakistański ginekolog w obecności kolejnego chirurga dziecięcego tym razem w szpitalu, w którym przyjdzie mi rodzić. Jak widzisz szpital przy Ullevål jak i Rikshospitalet ściśle ze sobą współpracują. Na szczęście nie było większej zmiany pomiędzy wcześniejszym badaniem a obecnym. Dodatkowo nasza córcia zawsze przy USG bardzo się ruszała, więc ciężko było zmierzyć dokładnie wszystkie parametry. Obecny przy badaniu chirurg poinformował nas, że poczekają z operacją aż dzidzia przybierze trochę więcej na wadze niż 3 kg. Omówił z nami jak funkcjonują nereczki i jej układ moczowy, a także powiedział, że przypuszczalnie będzie miała założony także cewnik po porodzie, żeby zobaczyć czy mocz z obu nereczek spływa do pęcherza i czy z obu siusia. Oczywiście mogliśmy dopytać o wszystko i zaznaczył, że nie wypuszczą nas ze szpitala dopóki nie nauczymy się dokładnej pielęgnacji w przypadku drenu i odpowiedzeniu na wszelkie nasze pytania i rozterki.

Rozmowa z ginekologiem

Każda z napotkanych w ciąży osób wiedziała jak bardzo mi zależy na porodzie jak najbardziej naturalnym. Dlatego też, żeby rozwiać moje wątpliwości i spadek poczucia bezpieczeństwa (co do porodu w nieznanym miejscu, jakim dla mnie był Rikshospitalet), ginekolog opowiedział mi nieco o procedurach, które w obecnych czasach tam występują. Uspokoił, że tutaj mogę rodzić tak samo naturalnie jak w ABC. Był również tak miły, że zabrał nas na oddział porodowy i przekazał położnej, która oprowadziła nas po nim. Widząc salki porodowe i to, że mają dodatkowe pomoce (jak m.in. wanna, duże piłki, możliwość akupunktury itp.), z których chciałam korzystać w celu łagodzenia bólu porodowego, bardzo się uspokoiłam. W końcu odpuściłam i uznałam, że naprawdę nie jest istotne to, gdzie spotkamy się pierwszy raz z naszym dzieckiem i że czas po prostu w praktyce podążać za tym, co teraz przychodzi. Jedyną wątpliwość budziło jeszcze we mnie to, że mój mąż będzie mógł towarzyszyć mi dopiero w aktywnej fazie porodu, kiedy będę miała ok. 4 cm rozwarcia. Nie wiemy też czy będzie mógł zostać z nami na noc po porodzie. Przyjęłam jednak taktykę nie martwienia się na zapas.


Spotkania z chirurgami dziecięcymi uświadomiły nam realność naszej sytuacji, zbliżający się poród wielkimi krokami i czas diagnozy po nim. Przed porodem czeka nas jeszcze jedno USG i mam nadzieję później już tylko na spotkanie z córeczką. Za każdym razem oczywiście pytamy o przypuszczalną przyczynę. Niestety lekarze nie są w stanie nam dokładnie odpowiedzieć. Zaznaczają tylko, że nasza córcia potrzebuje mieć zrobione m.in. USG po porodzie, żeby tę przyczynę dokładnie ustalić i przeanalizować dalsze postępowanie… ze śmiałością mogę dodać, że czuję się tutaj podczas ciąży w Norwegii odpowiednio zaopiekowana.

Z wdzięcznością patrzę na to, jak wiele dobra w ciąży mnie spotkało i byłabym po prostu niedojrzała i naiwna, gdybym nie korzystała z tych wszystkich szans i możliwości. W końcu nikt jak do tej pory nie naciskał mnie na zmianę miejsca, rodzaju porodu czy też jego przyspieszenia. Dlatego też oczekując na poród powoli zmieniałam myślenie z lękliwego na takie, które podpowiadało mi, że właśnie tak miało być i podczas porodu jak i już w okresie połogu będzie dobrze lub jeszcze lepiej niż przyjmuję. Nie mogłam już doczekać się, kiedy w końcu dotknę i zobaczę naszego aniołka i spojrzę w oczy mojego męża myśląc „dokonaliśmy tego cudu razem”…