Kontrola w szpitalu po planowym terminie porodu

with Brak komentarzy

kontrola po terminie porodu

5 dni po planowanym terminie porodu z USG udałam się z mężem do szpitala. Oczywiście ze względu na koronawirusa nie mógł wejść ze mną do środka. Był dla mnie jednakże nieocenionym wsparciem. Wiedziałam, że czeka w aucie i mogę z nim pisać lub zadzwonić w razie potrzeby. Dwa tygodnie wcześniej na usg ginekolog zapisała mnie nie na kontrolę po planowanym terminie porodu, ale już na indukcję. Ciężko było mi się z tym pogodzić, bo nadal czułam, że wszystko jest ok zarówno ze mną i dzidzią. Tym bardziej, że fizjologiczny termin porodu rozkłada się między 38 a zakończonym 42 tygodniem ciąży. Idąc więc do szpitala zgłosiłam się na kontrolę w terminie z myślą, że nic nie jest jeszcze przesądzone…

Kontrola po terminie porodu: KTG

Zgłosiłam się na oddział porodowy w Rikshospitalet, gdzie po krótkim oczekiwaniu położna zaprowadziła mnie do pomieszczenia (widocznego na zdjęciu powyżej), w którym podłączyła mnie pod ktg. Przy tym odczułam ogromną ulgę, bo podczas badania mogłam siedzieć na wygodnym fotelu. Dodatkowo dostałam guziczek, który miałam przyciskać za każdym razem, kiedy poczułam ruchy dziecka. Kiedy powiedziałam położnej, że malutka teraz śpi, więc nie wiem czy będzie się ruszać, poruszałyśmy trochę brzuch żeby ją obudzić i przyniosła mi sok jabłkowy, który skutecznie zadziałał. Badanie wyszło bardzo dobrze, a ja czułam kopniaki mojego maleństwa podczas jego przeprowadzania. Trwało ok 30 minut i cudownie było wsłuchiwać się w bicie serduszka naszej kruszynki. Pod koniec badań położna zebrała ode mnie dodatkowy wywiad i uzupełniła dokumenty szpitalne. Mam więc nadzieję, że nie będę musiała podczas porodu podawać dodatkowych informacji, a będę mogła skupić się po prostu na przeżywaniu go w pełni.

Dodatkowe badania

Po ktg położna zmierzyła mi ciśnienie, tętno oraz temperaturę ciała. Miałam ze sobą próbkę moczu, ale chyba o niej zapomniała. Wszystko było w jak najlepszym porządku, a ja już zaczęłam się cieszyć, że możemy poczekać na dzidzię jeszcze kilka dni. Odbyłam też z nią rozmowę na temat indukcji, o której powiedziała, że zdecyduje lekarz, z którym będę miała resztę badań i wyszła. Tym samym czekałam około 40 minut w tym pokoiku na rozwój wydarzeń. Czas umilała mi rozmowa z przyjaciółką, która jak się okazało też była wtedy w szpitalu na badaniach, no i oczywiście z mężem.

Mała pomyłka i zmiana pokoju badań

Po upływie ok. 40 minut przyszła do mnie ginekolog, która chciała mi zrobić USG. Dostałam serię pytań w stylu: od kiedy nie czuję ruchów dziecka itp. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, bo ostatnie ruchy czułam dosłownie 3 minuty wcześniej przed jej przyjściem. Okazało się, że pomyliła pacjentki. Chwilkę potem przyszedł inny ginekolog i 2 położne i zabrali mnie do innego pomieszczenia. W każdym razie znów lekarz zaczął rozmawiać ze mną o indukcji porodu na dzisiaj, a ja nieco zszokowana i wystraszona nadal utrzymywałam, że badania są ok, więc nie rozumiem tego pośpiechu o dosłownie kilka dni. Lekarzy ten był bardzo młody i bardzo poważny. Miałam wrażenie, że nie dopuszcza innego zdania niż swoje własne do głosu. Zaczął mnie straszyć dalszym uszkodzeniem nereczki dziecka, co mnie tylko podirytowało. Poprosiłam o USG żeby sprawdzić czy zastój moczu w miedniczce nerkowej się powiększył i jak wygląda stan wód płodowych na dzień dzisiejszy..

USG w 41 tygodniu ciąży

Oczywiście lekarz przystał na moją prośbę. Podczas USG okazało się, że z dzidzią wszystko w porządku. Jest pięknie i stabilnie ustawiona do „wylotu” główką w dół. Ilość wód płodowych była w normie, a zastój był mniejszy niż powiedziała mi ginekolog 2 tygodnie wcześniej. Zaczęłam nawet podejrzewać, że przez to, że maleńka się ruszała, pani dr pewnie źle obliczyła parametry. Tego jednak się już nie dowiem.. I znów po badaniu lekarz zaczął mówić o dzisiejszym zakładaniu balonika Falley’a. Ja z kolei poprosiłam o badanie waginalne, żeby sprawdzić stan szyjki macicy, po którym chciałam zadzwonić do męża i dopiero wtedy wspólnie zdecydować.

Badanie waginalne: pierwsze podczas całej ciąży w NO

I tak oto kolejne badanie pokazało mi, że moja intuicja mnie nie zawodzi. Okazało się, że szyjka jest miękka, a rozwarcie na 1cm. Dodatkowo pan doktor wyczuł główkę dzidzi i powiedział, że jest już bardzo nisko ustawiona, bo wyczuwa ją na wysokości 3 cm. Po czym poszedł porozmawiać najprawdopodobniej z przełożoną o mojej sytuacji, a ja mogłam wtedy zadzwonić na spokojnie do męża.

Nasza porodowa decyzja

Wspólnie zdecydowaliśmy, że jesteśmy w stanie poczekać z diagnozą jeszcze kilka dni, bo do porodu już nie wiele powinno się zmienić w nereczce. Zapytałam o to wcześniej lekarza i potwierdził nasze przypuszczenia. Tym bardziej, że od kilku tygodni odczuwałam zwiastuny porodu, które przybierały coraz bardziej na sile. Poprosiłam o zwłokę jeszcze kilku dni. Wiedziałam też, że mam jeszcze ponad tydzień na urodzenie dziecka w terminie. Czułam jej ruchy i to, że wszystko jest w porządku. Zaufałam sobie i procesowi porodu, który u mnie jako u pierworódki był po prostu rozłożony dłużej w czasie. Na szczęście przystali na moją prośbę i umówiłam się na indukcję za kolejne 3 dni.

Czekamy dalej…

Ogromnie głodni wróciliśmy z mężem do domu i zabraliśmy się za przygotowywanie obiadu. Później poszłam na spacer żeby ochłonąć nieco i wesprzeć się na silę grawitacji… W dodatku cały wieczór miałam skurcze przepowiadające nasilające się w czasie coraz bardziej oraz zaczął odchodzić mi czop śluzowy (podejrzewam, że pomogło w tym badanie waginalne). I tak oto czekamy na rozwój wydarzeń…


Dlaczego o tym piszę? Oprócz tego, że chciałam upamiętnić ten etap w moim życiu i podzielić się z Tobą moją historią, chciałam również pokazać, że nie wszystko jest zero jedynkowe. Nie zawsze musimy zgadzać się na to, co inni nam zalecają. Czasem możemy wyjść poza schematy i procedury.. Oczywiście każdy taki przypadek należy rozpatrywać indywidualnie i pod okiem specjalistów.