Koronawirus w ciąży – opis mojego przypadku

with Brak komentarzy

koronawirus w ciąży

Koronawirus budzi w wielu osobach ogromnie dużo lęku, zwłaszcza biorąc pod uwagę jak bardzo jego działanie i przebieg nagłośniane jest w mediach. Nastał ten dzień kiedy dopadł i mnie i mojego męża. Pokrzyżował mi wiele planów na najbliższy czas. Dlatego pomyślałam, że opiszę jak wyglądały moje objawy i procedury podczas jego trwania. Jak wiesz jestem w ciąży i mieszkam w Oslo, więc procedury, które tutaj opiszę dotyczą państwa norweskiego.

Zarażenie

Polecieliśmy z mężem na kilka dni do Polski. O wyjeździe oczywiście wiedzieli nasi pracodawcy i z pełną świadomością o sytuacji koronawirusowej w Polsce podjęliśmy taką, a nie inną decyzję. Miał to być nasz ostatni wyjazd we dwójkę, jeszcze przed urodzeniem maleństwa i było to dla nas bardzo ważne, żeby polecieć i pozałatwiać kilka nurtujących nas bardzo ważnych, osobistych spraw. Po powrocie czekała nas 10-dniowa przymusowa kwarantanna, na którą się godziliśmy. Dodatkowo, korzystając z krótkiego pobytu w Polsce, spotkaliśmy się z przyjaciółmi i najprawdopodobniej zaraziliśmy się od koleżanki. Ona z kolei zaraziła się w pracy. Wracając do NO czuliśmy się całkiem normalnie. Na lotnisku siedzieliśmy w maseczkach, a po przylocie wróciliśmy do domu używając prywatnego auta, pozostawionego na parkingu przy lotnisku. Dodam tylko, że nie zrobiliśmy testu na koronawirusa na lotnisku, ponieważ uznaliśmy, że byliśmy zbyt krótko w Pl żeby wyniki uzyskane wtedy dały jednoznaczny, prawidłowy wynik.

Pierwsze objawy

Wróciliśmy do Oslo w poniedziałek, a w nocy z wtorku na środę miałam gorączkę. Nie jestem w stanie napisać, ile miałam stopni, ponieważ nie mierzyłam wtedy temperatury. Na początku nie próbowałam jej zbijać niczym. Wierzę, że gorączka służy do tego, żeby pomóc mi zwalczyć chorobę. Jest zarówno mechanizmem obronnym przed infekcjami, jak i alarmem, że coś w moim organizmie niedobrego zaczyna się dziać. Przy gorączce miałam również bóle mięśniowe zupełnie jak przy grypie. Mam taki swój system wtedy, że zamiast napinać ciało jeszcze bardziej w bólu, to staram się zaakceptować obecny stan, odpuścić wszelkie napięcia w ciele i pozostać raczej wiotka niż spięta. Brzmi to być może abstrakcyjnie, ale zauważam u siebie taki schemat (opisany zresztą już przez wielu badaczy):

Lęk → napięcie → ból → zwiększenie lęku → nasilenie napięcia → zwiększenie bólu itd. 

Zupełnie jak podczas porodu. Boimy się nieznanego. Odczuwamy przez to napięcie w ciele, które prowadzi do większego bólu, a ten z kolei nakręca nas jeszcze bardziej do jeszcze większego lęku i nasilenia objawów itd. No cóż… mam nadzieję, że podczas porodu podążając z akceptacją za rytmem skurczy porodowych, zamiast przeciwstawiając się im, zniosę go o wiele prościej. O tym natomiast przekonam się za kilka miesięcy, a tymczasem wracając do tematu: temperaturę zmierzyłam dopiero wczesnym rankiem i miałam około 38,5 stopni. Nad ranem poprosiłam też męża, żeby przyniósł mi zimny okład. Przez cały dzień miałam stan podgorączkowy wahający się od ok. 37,0 do 37,8 stopni, który zbijałam jedynie zimnymi okładami. Kilkukrotnie w tym dniu miałam też kujący ból w okolicach mostka. Po kilku, spokojnych oddechach przeszedł. Doszedł do tego również rwący ból w nogach. Początkowo myślałam, że mam najprawdopodobniej niedobór magnezu, ponieważ w nocy miałam też skurcze łydek. W ciąży jest to dosyć powszechne. W każdym razie zaczęłam suplementować się dodatkowo magnezem i wapniem.

Kolejne dni z kolejnymi objawami

Gorączka minęła w jedną dobę i całe szczęście, bo gdyby trwała dłużej i była wyższa skontaktowałabym się z lekarzem. Trwająca dłuższy czas gorączka w ciąży może powodować przedwczesne skurcze i poród lub poronienie. Nie chcę Cię straszyć, a jedynie zaznaczyć, że według najnowszych danych nie należy bagatelizować długotrwale utrzymującej się, wysokiej ponad 39-stopniowej gorączki w ciąży.

Wracając do mojego przypadku, nie brałam żadnych leków. Natomiast rwące bóle kończyn dolnych nie ustępowały do piątku i sprawiały, że chciało mi się płakać. Przez dwie noce wstawałam kilkanaście razy i chodziłam po mieszkaniu, ponieważ nie mogłam znaleźć bezbolesnej pozycji do snu. To samo było w ciągu dnia. Noc po mnie gorączka wystąpiła u mojego męża. Różnica w objawach polegała na tym, że bardziej bolały go kolokwialnie mówiąc plecy, a nie nogi. Zażył kilkukrotnie w ciągu doby paracetamol na zbicie gorączki i bóle mięśniowe.

Koronatest

Na test zapisaliśmy się poprzez formularz na stronie naszej komuny w czwartek po informacji od koleżanki, że jej wyszedł pozytywny. Już po chwili dostaliśmy wiadomość o dacie i miejscu wykonania testu i następnego dnia rano poszliśmy na badanie do przychodni oddalonej ok. 2,5 km od naszego miejsca zamieszkania. Na badanie czekaliśmy na zewnątrz przychodni w maseczkach, aż ktoś po nas wyszedł. Przyznam szczerze, że kiedy powiedziałam, że jestem w ciąży, miałam wrażenie, że test był przeprowadzony delikatniej niż u mojego męża. A może miałam to szczęście do delikatniejszej osoby. Test polegał na pobraniu wymazu z gardła i z nosa tym samym patyczkiem. Po czym wróciliśmy do domu i kontynuowaliśmy kwarantannę.

Wyniki testu

Na wyniki nie musieliśmy długo czekać. Ja dostałam telefon ze smittevernkontoret tego samego dnia o 21:00. Zadzwoniła do mnie bardzo sympatyczna pani, która potwierdziła pozytywny wynik testu. Powiedziała też o postępowaniu, przesłała formularz do wypełnienia i aplikację MyDignio oraz odpowiedziała na wszelkie nurtujące mnie pytania. Wyniki testu mojego męża natomiast odczytaliśmy następnego dnia rano po zalogowaniu się na jego konto na helsenorge.no. W ciągu dnia otrzymał również podobną rozmowę telefoniczną i te same zasady postępowania co ja ze smittevernkontoret. W formularzu z komuny mieliśmy m.in. podać dane osób, z którymi mieliśmy kontakt od 48h przed wystąpieniem pierwszych objawów, a także osobę, od której się zaraziliśmy, jeśli ją znamy i miejsca, w których przebywaliśmy (w naszym przypadku podaliśmy lotniska, na których byliśmy; później zadzwoniła do nas inna kobieta, której podaliśmy numer lotu, godzinę odlotu i miejsca, na których siedzieliśmy w samolocie).

MyDignio

MyDignio to aplikacja, do której mogliśmy się zalogować dopiero w momencie, kiedy zostaliśmy w niej zarejestrowani przez panią ze smittevernkontoret. Mieliśmy obowiązek wypełniać i przesyłać poprzez nią codziennie formularz dotyczący naszego stanu zdrowia. W formularzu tym były zawarte pytania o nasze ogólne samopoczucie, gorączkę, kaszel, potencjalne problemy z oddychaniem, a także wyliczaliśmy ilość oddechów na minutę i puls. Mogliśmy tam również wysyłać maile z naszymi pytaniami czy też korzystać z wyszczególnionych numerów kontaktowych w razie pogorszenia stanu zdrowia. Nasze odpowiedzi były zaklasyfikowane i codziennie uaktualniane do tzw. zielonej strefy, czyli strefy z osobami, które przechodziły chorobę łagodnie. Po ośmiu dniach od wystąpienia u nas pierwszych objawów zostaliśmy automatycznie wylogowani z tej aplikacji, a na telefony przyszły nam smsy z komuny, że nasza kwarantanna dobiegła końca. Jako, że pani ze smittevernkontoret powiedziała, że powinniśmy zostać w domu do momentu aż przez 3 dni będziemy zupełnie bez objawów to jednak zostaliśmy jeszcze w domu.

Nowe objawy

Dzień po wykonaniu testu oboje mieliśmy zatkany nos, który początkowo wiązaliśmy z przeprowadzonym badaniem. Mój mąż stracił również zmysł węchu i smaku w sobotę, a ja doznałam tego dzień później. Oboje odczuwaliśmy ogólne osłabienie i zmęczenie. Mniejsza ilość ruchu z powodu przebywanej kwarantanny w mieszkaniu nie pomagała nam zupełnie w utrzymaniu dobrej kondycji.

Patrząc na całą sytuację z pozytywnej strony, w końcu zyskaliśmy czas, żeby zrobić wyprawkę dla naszego maleństwa, które pojawi się na świecie już za ok. 3 miesiące.

Jedyny objaw, który mnie martwił to mój podwyższony puls w kilku momentach i szybsze bicie serca. Czułam się wtedy dosyć dziwnie. Na szczęście wypicie większej ilości wody wtedy pomagało. Chociaż u kobiet w ciąży często ten puls może być nieco wyższy niż normalnie. A jako, że to moja pierwsza ciąża to nie jestem pewna czy to objaw ciąży czy jednak dziwne samopoczucie w czasie choroby.

Kontakt z fastlege

Żeby dostać zwolnienie lekarskie potrzebowaliśmy skontaktować się z naszymi lekarzami prowadzącymi. Była jednak sobota, więc ja zarejestrowałam się poprzez stronę helsenorge.no na konsultację telefoniczną w poniedziałek, a mój mąż napisał po prostu maila do swojego fastlege poprzez stronę swojej przychodni i e-konsultacje. On dostał zwolnienie od momentu pierwszego objawu, czyli środy do kolejnej niedzieli. Ja natomiast dostałam zwolnienie od dnia konsultacji, czyli od poniedziałku do czwartku, co skutkowało tym, że w czwartek musiałam znowu dzwonić do lekarza, ponieważ objawy jeszcze nie ustąpiły do końca i znów dostałam zwolnienie tylko na trzy kolejne dni. Jak widzisz postępowanie może różnić się w zależności od przychodni i fastlege.

Tu i teraz

/Piszę ten tekst na raty, co oznacza, że będę wprowadzać aktualizację/

W sobotę 11 dni po wystąpieniu pierwszych objawów nadal siedzieliśmy w domu. Mój ukochany szybciej niż ja doszedł do siebie. Odetkał mu się nos, jak i odzyskał węch i smak całkowicie. Ja natomiast w sobotę nadal miałam zatkany nos i dodatkowo pojawił się jeszcze katar oraz lekki ból gardła trwający 1 dobę i niestety w dalszym ciągu węch i smak mam upośledzony. Dzisiaj jest środa i w końcu od wczoraj mam odetkany nos. Powoli też zaczynam odczuwać smak i czuć niektóre, intensywne zapachy. Mam nadzieję, że wkrótce wszystko wróci do normy, bo nie chciałabym zmieniać pieluszek na czuja 😅.

Ciąża a koronawirus

To że jestem w ciąży nie spowodowało dodatkowych działań i procedur. Jedynie obserwuję siebie i ruchy dzidziusia, które odczuwam tak samo jak wcześniej (no może nieco mocniej kopie, bo też jest coraz większe to moje maleństwo). Moja fastlege uważa, że nie ma się czego obawiać, bo dopóki ja czuję się dobrze, dziecko również. Kiedy zapytałam jej o dodatkowe badania w ciąży zaznaczyła, że w tym momencie nic nie mogę zrobić. Jedynie po porodzie mogłabym poprosić o test na koronawirusa u dziecka. Myślę, że dla pewności wkrótce, kiedy wyjdę już z domu zrobię dodatkowe USG. Natomiast daleka jestem od panikowania i wzbudzania w sobie dodatkowych lęków, które nakręcałyby tylko stres i dalsze zmniejszanie odporności. Stało się! Nie mogę nic z tym zrobić, a jedynie przyjąć, przeczekać i zaakceptować. Nachodzą mnie również myśli, że większość osób, niezależnie od tego czy jest w ciąży czy nie, w ciągu roku łapie średnio przynajmniej jedno przeziębienie.

Co dalej?

W poniedziałek mój mąż wrócił do pracy, a ja znowu skontaktowałam się z lekarzem, ponieważ pomimo, że teoretycznie już nie zarażaliśmy, a objawy moje nie były zbyt uciążliwe pani ze smittevernkontoret powiedziała, że powinniśmy być w domu do 3 dni, aż będziemy całkiem bez objawów. Dlatego też dostałam kolejne zwolnienie lekarskie na 5 dni. Dodatkowo mój pracodawca zażyczył sobie, żebym wykonała antistofftest, który potwierdzi, że mam już wytworzone przeciwciała i w jego odczuciu nie zarażam. Moja fastlege oburzyła się i stwierdziła, że pracodawca nie ma prawa decydować o wykonaniu tego testu, ponieważ to jasne, że mam przeciwciała i to nie świadczy o tym, że choroba się skończyła lub przestałam zarażać. Zgadzam się z nią, aczkolwiek dostosowując się do prośby pracodawcy, mam zamiar ten test wykonać za kilka dni.

Podsumowując

Co mogę powiedzieć na koniec? Potwierdziło się moje przekonanie, że niezależnie od tego czy „złapiemy” koronawirusa czy jakąkolwiek inną chorobę, to jak ją przejdziemy, zależy od naszych nawyków i budowania odporności wcześniej. Poza tym wirusem tym naprawdę w bardzo prosty sposób można się zarazić i nie jesteś w stanie przewidzieć, kiedy i w jakich okolicznościach do tego dojdzie. Nie zawsze jednak oznacza to wyrok śmierci czy ciężki przebieg. Natomiast stres i lęk spowodowany myśleniem, o tym czego jeszcze nie doświadczyłaś/doświadczyłeś, a co może Cię spotkać w niczym nie pomoże. Dobrze jest po prostu skupić się na tym co tu i teraz i bieżących sprawach i problemach oraz wzmacnianiem odporności poprzez zdrowe nawyki związane chociażby z ruchem, odżywianiem czy odpowiednią suplementacją.


Pamiętaj, że to tylko mój pojedynczy przypadek, który był dosyć lekki w objawach. Pisząc o sobie moją intencją było uspokojenie Cię i nie wzbudzanie jeszcze większych lęków przed tym co obce, a także zachęcenie do dbania o własną odporność już teraz. Wierzę, że sama znajomość procedur powinna zmniejszyć lęk przed tym co nieznane. Zaznaczę tylko, że może ona się różnić w zależności od komuny i Twojego stanu zdrowia. To jak Ty się czujesz mając koronawirusa może być całkowicie odmienne. Podążaj po prostu za symptomami i kontaktuj się z lekarzami i smittevernkontoret  w razie potrzeby.

I na koniec przyznam, że w obecnych czasach i patrząc na niewspierające działania naszego polskiego rządu, czuję się zdecydowanie bezpieczniej tutaj niż w Polsce i mam nadzieję, że każda kobieta będzie mogła w końcu też tego doświadczyć niezależnie od miejsca, w którym się znajduje.