Prowadzenie ciąży w Norwegii

with Brak komentarzy

Prowadzenie ciąży w NorwegiiMoja ciąża moimi oczami

Najprawdopodobniej wpis ten by nie powstał gdyby nie to, że na wielu facebookowych grupach czytam wypowiedzi zestresowanych, czasem wręczy agresywnych czy smutnych i straumatyzowanych kobiet o tym jak wyglądało prowadzenie ich ciąży w Norwegii i o tym jak Norwedzy nie uznawali ich ciąży do 12 tygodnia jej trwania. Trudno było mi uwierzyć, że tak wyglądał ten pierwszy jakże trudny etap ciąży, gdzie zamiast zadbać w pełni o siebie, swoje ciało i odczucia, a także zrelaksować się i po prostu odpocząć, okres ten powodował tylko jeszcze większy stres i lęk przed tym, co przyniesie przyszłość. Nie oceniam oczywiście tych wszystkich sytuacji. Każda z nas jest inna i każda ma swoje własne potrzeby, jak i każda dźwiga inny bagaż doświadczeń życiowych i emocji. Niech jednak mój przypadek będzie dla Ciebie nadzieją, że prowadzenie ciąży w Norwegii może być spokojne, uporządkowane i wspierane.

Planowanie ciąży w czasach koronawirusa

Koronawirus mógł wielu osobom pokrzyżować plany związane z zaangażowaniem się w poczęcie potomka. Mi natomiast osłabił mięśnie dna miednicy 😛 W marcu, kiedy wybuchła pandemia złapałam zapalenie gardła, które później zeszło na środkowe drogi oddechowe. Pomimo, że tylko przez tydzień czułam się osłabiona, to dużo kaszlałam. Trwało to nieco ponad miesiąc, kiedy to można powiedzieć zostałam zablokowana w domu. Nie będę tutaj ściemniać, że moje przygotowania na końcówce były dopełnieniem wszystkiego, co postanowiłam, rozpisałam i zdecydowałam zrobić w związku z przygotowaniem siebie do ciąży. Wręcz kaszel utrudnił mi treningi i po prostu odpuściłam i zrezygnowałam z nich na jakiś czas. Równocześnie rozmawialiśmy o tym, czy jesteśmy gotowi przyjąć wszelkie związane z obecną sytuacją obciążenia i czy jesteśmy na tyle stabilni emocjonalnie żeby podejść w tym czasie do ciąży ze spokojem. Odpowiedź brzmiała TAK i wspólnie z mężem uznaliśmy, że ten czas sprzyja naszej ciąży, bo otaczający nas ludzie będą dbać teraz o higienę jeszcze bardziej świadomie niż do tej pory.

Początek ciąży i poczęcie

Nasza ciąża była planowana, więc i czas poczęcia jest nam znany. Postanowiliśmy starać się o maleństwo od kwietnia i w maju już byliśmy w ciaży. Jestem szczęściarą, która w kwietniu miała dwie owulacje na początku miesiąca i na samym końcu i też miałam szczęście, ponieważ anulowali mojemu ukochanemu lot do Polski ze względu na koronawirusa. Co mogę tutaj dodać: już na tym etapie dobrze jest odpuścić presję i kontrolę i po prostu cieszyć się bliskością ze swoim partnerem, ale też nie załamywać się, kiedy przy pierwszych testach pojawia się tylko jedna kreska.

Pierwsza ciążowa konsultacja

Jako, że wiedzieliśmy praktycznie od początku o ciąży to umówiłam się na pierwszą konsultację w szóstym tygodniu, a w zasadzie w czwartym jeśli liczylibyśmy od zapłodnienia, a nie od ostatniej miesiączki. Początkowo chciałam mieć ciążę od razu prowadzoną przez położną z helsestasjon w okolicy mojego miejsca zamieszkania. Niestety po rozmowie telefonicznej okazało się, że w sąsiedztwie jest obecnie mnóstwo kobiet w ciąży i położna zapisała mnie dopiero na wrzesień, polecając żeby po prostu udać się na pierwszą konsultację do mojego lekarza prowadzącego (fastlege). Co też uczyniłam. Pod koniec maja pojawiłam się na pierwszej wizycie, podczas której fastlege założyła mi kartę ciąży, a pielęgniarki przyjęły ode mnie próbkę moczu i wykonały badania krwi. Wszystko oczywiście bezpłatnie, ponieważ opieka medyczna w Norwegii jest darmowa dla kobiet w ciąży. Co więcej mogłam nawet odliczyć sobie dojazd do lekarza, czego w sumie nie zrobiłam, bo stwierdziłam, że i tak miałam aktywny bilet.

Rozmowa z fastlege

Moja pani doktor jest na urlopie macierzyńskim, więc przyjęła mnie osoba, która ją zastępuje. Jako, że nigdy wcześniej nie widziałam mojej fastlege to nie było dla mnie żadnym problemem. Na pierwszej wizycie mogłam porozmawiać z nią o moim samopoczuciu i objawach. Mogłam też zadać nurtujące mnie pytania i choć na wiele z nich nie potrafiła odpowiedzieć, pokierowała mnie do różnych źródeł, gdzie mogę sobie wszystko doczytać. Założyła też od razy kartę ciąży, wpisując w niej dodatkowe zalecenie do robienia testu na obciążenie glukozą w okolicach 24. tygodnia. Dlaczego? Ponieważ mam stwierdzoną od kilku lat insulinooporność, a także obciążenia rodzinne i obecnie w Norwegii kobietom powyżej 25 roku życia wykonują te badania standardowo.

Moje wrażenia po wizycie były takie, że moja tymczasowa fastlege nie wie zbyt dużo o ciąży i nie jest zbyt empatyczna. Z drugiej jednak strony zachowała pełen profesjonalizm. Nie bała przyznać się, że czegoś nie wie i postępowała zgodnie z wytycznymi. Przyznam też, że być może zadawałam zbyt szczegółowe pytania.

Zaskakujące pytanie na pierwszej ciążowej konsultacji

To co zaskoczyło mnie ogromnie to pytanie lekarki, w którym szpitalu chcę rodzić. Tym różni się zdecydowanie Norwegia od Polski. W Polsce kobiety mogą zdecydować na późniejszym etapie. W każdym razie odpowiedziałam, że nie wiem, bo nie znam jeszcze wszystkich moich możliwości. Jak się okazało potrzebowała wiedzieć, gdzie chcę rodzić, ponieważ ze szpitala, w którym będzie odbywał się poród dostanę listowną wiadomość o terminie pierwszego USG.

Druga wizyta odbyła się tydzień później w celu odebrania wyników badan i wtedy też udzieliłam odpowiedzi o miejscu porodu. W tym samym dniu fastlege wysłała tam informację, a ja 5 dni później otrzymałam list z wyznaczonym terminem USG na końcówkę sierpnia.

Mój wybór

Mieszkam w Oslo, więc do wyboru miałam kilka szpitali. Mogłam też oczywiście zdecydować się na poród domowy, jeśli przez całą ciążę nie byłoby żadnych przeciwwskazań. Przy czym poród domowy, tak jak w Polsce nie jest refundowany. Ja natomiast wybrałam ABC fødeavdeling, czyli oddział, który jest najbardziej znany z przyjmowania porodów naturalnych bez nadmiernej medykalizacji i w którym są używane naturalne metody łagodzenia bólu podczas porodu. Myślę, że jest to odpowiednik naszych polskich domów narodzin. Nadmienię tylko, że żeby dostać przydzielone miejsce na tym oddziale, trzeba napisać do nich tradycyjny list o tym, kim jesteś i dlaczego chcesz rodzić akurat u nich. Co za tym idzie moje USG odbywać się miało w szpitalu uniwersyteckim przy Ullevål.

Pierwsze USG w Oslo i nasz smutek

Kilka dni przed wizytą na USG dostałam sms z przypominajką ze szpitala, ale i przykrą wiadomością, że mój partner nie może uczestniczyć w  badaniu ze względu na koronawirusa. Było nam ogromnie przykro i ciężko żeby pogodzić się z tą wiadomością. Oczywiście od razu pomyślałam, że nagram mu filmik o naszym dzieciątku i porobię zdjęcia. Niestety to nie to samo, ale czasem trzeba dostosować się do obecnych warunków. Ciąża to zdecydowanie czas odpuszczenia wszelkich oczekiwań i podążania na bieżąco za zmieniającymi się objawami, odczuciami czy sytuacjami niezależnymi od nas. Przed wejściem do kliniki był rozłożony namiot, a w nim osoby, które wypełniały formularz odnośnie moich danych, celu wizyty, przebywania w ostatnich dziesięciu dniach za granicą czy też z pytaniami o objawy związane z koronawirusem. Po czym następowała dezynfekcja rąk i mogłam wejść do budynku. Nareszcie dzieliła mnie zaledwie chwila od zobaczenia naszego Skarbu i poznania jego płci…

Ciąg dalszy nastąpi.. 😉