USG w ciąży w Norwegii i moje przeżycia

with Brak komentarzy

USG

Minęło już trochę czasu od ostatniego artykułu, a mój świat zmienił się o 180 stopni. Kiedy czytasz moje słowa, ja właśnie poznaję siebie na nowo w macierzyństwie i najprawdopodobniej tulę teraz w ramionach moje narodzone już dzieciątko. Dojrzałam już także do tego, żeby podzielić się z Tobą resztą mojej ciążowej historii, którą będę udostępniać pewnie raz w tygodniu w kilku kolejnych wpisach. Także zaczynajmy: wprost, szczerze i do sedna… chciałabym powiedzieć Ci, że moja ciąża była książkowa, przebiegała bez żadnych komplikacji, a ja miałam tylko jedno lub dwa USG w ciąży w Norwegii jak to jest tutaj podobno w zwyczaju (pomijając oczywiście prywatne wizyty, na które same się zapisujemy). Niestety tak się nie stało, o czym za chwilkę się przekonasz…

Moje pierwsze USG w Oslo – cd.

Moje pierwsze USG w Oslo odbyło się w 19 tyg +3 dni ciąży. Wchodząc na badanie czułam radość i podekscytowanie oraz lekki smutek, bo mąż nie mógł dzielić ze mną tej radości. W końcu za chwilkę miałam zobaczyć moje maleństwo i dowiedzieć się czy to dziewczynka czy chłopczyk. Nie myślałam o niczym innym. Wierzyłam, że dzieciątko jest zdrowe i naprawdę byłam spokojna. Do gabinetu zaprosiła mnie położna pracująca na Ullevål i po chwili wstępnej rozmowy położyłam się na leżance, a ona rozpoczęła badanie. Pokazała mi poszczególne części ciała mojego maluszka i po uprzedniej odmowie, pozwoliła nagrać filmik dla mojego męża. Maluszek wyglądał już jak mały człowieczek. Usłyszałam też bicie serduszka, co jest niezapomnianym przeżyciem w ciąży zwłaszcza za pierwszym razem. Sprawdzając jednak układ moczowy i nereczki dzidziusia położna miała wątpliwości i wydawało jej się, że jedna miedniczka nerkowa jest większa od drugiej. Poprosiła więc od razu panią doktor na konsultację i po wykonaniu jeszcze raz badania lekarka potwierdziła jej wątpliwości. Nie miałam pojęcia wtedy, co to oznacza. Zarówno położna i ginekolog uspokajały, że tak się zdarza i po prostu będziemy to kontrolować, bo nereczki mogą jeszcze się wyrównać. Kolejną wizytę ustaliłyśmy na za dwa tygodnie. Obie panie potwierdziły też, że we mnie rozwija się dziewczynka. Byłam zarówno zachwycona, jak i przerażona. Od razu po badaniu zadzwoniłam do męża…

Dzień kolejnego badania USG

Dokładnie w 21 tygodniu ciąży +3 dni udałam się ponownie na badanie USG do Ullevål. Nie obyło się bez zawirowań. Dojeżdżając do szpitala, zadzwonił do mnie telefon. Okazało się, że lekarka, która miała wykonać badanie zachorowała. Przekierowali mnie więc na inną godzinę i do innego szpitala. Tym razem 2 godziny później miałam stawić się w Rikshospitalet. W sumie potraktowałam to jak dobry znak i po uprzedniej rozmowie z liderką w pracy, ten czas wykorzystałam na czas dla siebie. Najpierw sprawdziłam, gdzie leży ten szpital i jak się tam dostać. A później poszłam na spacer i do kawiarni na kawę i ciasto bananowe. Wyciszyłam się i czułam przygotowana do badania. Pomyślałam wtedy, że dostanę dobrą informację w nowym szpitalu i znów zobaczę wkrótce moją córeczkę. Totalnie nieistotne w jakim miejscu miało do tego dojść. Jak ktoś z Was był przy Riksie wie, że wokół jest piękny teren na spacer. Oboje z mężem uwielbiamy takie miejsca, więc zrobiłam mu kilka zdjęć. Pomyślałam nawet, że poród w takim otoczeniu spodobałoby mu się bardziej niż przy Ullevål, gdybyśmy oczywiście rodzili w czasach „niecovidowych”.

Drugie USG

Wchodząc do szpitala znów musiałam przejść przez namiot i skierować się do polikliniki dla kobiet i dzieci, którą można znaleźć z łatwością. Po lewej stronie na budynku widnieje duży napis: Barn Kvinner. Niestety miałam aż godzinę opóźnienia i w końcu kiedy przyjął mnie jakiś duński ginekolog całe moje opanowanie prysło. Stresowała mnie też nieobecność męża. Na badaniu pierwszy raz zobaczyłam twarz naszego aniołka, ale niestety zastój moczu w prawej nereczce i jej powiększenie nadal był widoczny. Dodatkowo w tym samym dniu wieczorem mój mąż trafił do innego szpitala w Polsce z oparzeniem twarzy i przedramienia między 1 a 2 stopnia, więc oboje z dzidzią zapewnili mi moc wrażeń i emocji… oj z pewnością będą bardzo do siebie podobni… 😛

Kolejne trzecie już USG w ciąży w Norwegii

W 32 tygodniu ciąży byłam na kolejnym już trzecim USG tutaj w Oslo. Tym razem z powrotem w szpitalu uniwersyteckim przy Ullevål, gdzie planowałam rodzić na oddziale ABC. Po 14 tygodniach wiedzy o naszej sytuacji byłam coraz bardziej spokojna i opanowana idąc na badanie. W końcu w ostatnich miesiącach przeżyliśmy już tak dużo: wiadomość o problemach dzidziusia z nereczką, wypadek mojego męża, mój wypadek w pracy, a na dokładkę przebycie koronawirusa w 26 tygodniu ciąży i parę innych problematycznych sytuacji związanych z pracą. Przeżyłam złość, ogromny stres, przerażenie, zniechęcenie i smutek żeby dojść do odpuszczenia presji i kontroli, pokory i spokoju. I to wszystko w ciąży… W końcu dla nas nasze maleństwo z czymkolwiek by się nie urodziło jest już idealne i ogromnie przez nas planowane, wyczekiwane i zaakceptowane. Jednak przed samą wizytą znów pojawił się stres. Myślę, że było to spowodowane tym, że mój mąż znowu nie mógł być przy mnie w szpitalu na badaniu ze względu na obecną sytuację i tym, że bałam się jak bardzo miedniczka nerkowa mogła się powiększyć od ostatniej wizyty. Do tej pory nie potrafię opisać nawet słowami co czuję na myśl o tym, że moje dzieciątko już w życiu płodowym mogłoby odczuwać ból. Oczywiście mam nadzieję, że tak nie było i nie jest, ale takie myśli nawracają.

USG w 32 tygodniu ciąży

Na USG stawiłam się dokładnie w 31 tyg + 3 dni ciąży. Przed wejściem nadal postawiony był namiot i trzeba było wypełnić ankietę związaną z koronawirusem, możliwym zakażeniem, występującymi symptomami, wizytą w czerwonym kraju itp. Po dezynfekcji rąk zostałam wpuszczona do poradni medycyny płodowej jeśli dobrze tłumaczę nazwę (Poliklinikken for Fostermedisin) znajdującej się w Szpitalu Uniwersyteckim Ullevål w budynku nr 8, gdzie miało zostać wykonane badanie. Po krótkim oczekiwaniu zostałam zaproszona do gabinetu. Znów pani doktor pozwoliła mi nagrać video z badania dla mojego męża. I tak przechodząc od razu do szczegółów okazało się, że miedniczka nerkowa lewa jest normalnych rozmiarów, a prawa powiększona na 16mm. Moczowody nie były poszerzone, w pęcherzu był mocz i płyny owodniowe były w normie. Mogłam odetchnąć z ulgą, bo zobaczyłam, że od kilku tygodni jest prawie bez zmian.


Dodam, że jak byliśmy w Polsce, wykonaliśmy USG u mojej ginekolog w 25 +1 tyg ciąży i wtedy zastój moczu w lewej nereczce wynosił 8mm, a w prawej 17mm. Nasze maleństwo nadal potrzebuje USG po urodzeniu, ale teraz mamy większą nadzieję, że wada sama się cofnie, a ja mogę spokojnie rodzić nadal, tam gdzie chcę. Na USG nie było również widać żadnych nowych nieprawidłowości, które mogłyby być związane z przebytym zakażeniem koronawirusem. Dodatkowo dowiedziałam się, że nasza mała waży już 1,7 kg i jest ułożona główką do dołu, co tak naprawdę wiedziałam biorąc pod uwagę kopniaki, którymi mnie ostatnio raczyła. Moje dziecko jest ogromnie aktywne w ostatnim czasie, więc niestety rączką zasłaniała twarzyczkę i nie mogłam jej dokładnie zobaczyć. Kolejna wizyta za 4 tygodnie…

Moje przemyślenia

Jak widzisz okres ciąży nie był dla mnie zbyt łaskawy. Do wielu kwestii potrzebowałam dojrzeć i ułożyć sobie je zarówno w sercu, jak i w głowie. Natomiast na mojej ciążowej drodze spotkałam mnóstwo przyszłych i obecnych mam borykających się z podobnymi przeżyciami i za Was wszystkie, wasze opisy i słowa jestem wdzięczna. Szokujące dla mnie jest to jak wiele nas jest, ale i motywujące to jak bardzo potrafimy się wspierać. Dlatego m.in. i ja dzieląc się swoim doświadczeniem, chcę być takim wsparciem dla innych tutaj mieszkających. Lekarze i położne w Oslo okazali się dla mnie naprawdę otwarci, wspierający i serdeczni. Każda z tych osób podnosiła mnie na duchu, nie wywierała presji i nie nakręcała negatywnie (no może oprócz jednego delikwenta, o którym dowiesz się w jednym z kolejnych artykułów). I za to również dziękuje.


Nie dzieliliśmy się wcześniej naszą historią ze zbyt dużą ilością osób, więc jeśli jesteś osobą bliską mojemu sercu, ale z jakiegoś powodu nie opowiedziałam Ci o naszych przeżyciach wcześniej, proszę, uszanuj to. Jeśli jesteś teraz w ciąży i wszystkie badania przebiegają pomyślnie, poczuj radość w sercu i wdzięczność za to szczęście, które właśnie się w Tobie rozwija. Jeśli natomiast tak jak ja borykasz się z własnymi emocjami, a etap ciąży jest dla Ciebie trudny psychicznie z jakiegoś powodu, pomyśl, że w Tobie rozwija się właśnie nowe życie i niezależnie od tego jak i kiedy się urodzi, ono już jest niepowtarzalną, unikatową energią, która wniesie do Twojego świata coś wyjątkowego… po prostu idealna taka, jaka jest..